...czyli moja perspektywa na Belfast, życie i takie tam...
Blog > Komentarze do wpisu
ZMIERZŁA BABA


Takie dni jak dziś, powinno się wymazywac z życiorysu. Bo z pamięci na pewno kasują się same. Dni fatalne. Nic się złego mnie osobiście się nie stało, a jednak....
Za mało snu i do "ulubinej" pracy. Głupi pomysł założenia nowych butów i powrót z zalanymi krwią tymiż butami (och, nigdy więcej pomysłów, że do biura to już chyba wypada mi założyc eleganckie buty, co za głupota, muszę się przeprosic ze starymi rozchodzonymi butami, a elegancję w biurze ograniczac od czubka głowy do kostek:). Następnie znalezienie w skórze głowy, czegoś, co mogło byc kleszczem i rozdrapanie tego (oj, chodziło się na długie spacery po lesie w Polsce, skoro rodzice na wieś się wynieśli) i teraz szukanie u siebie objawów boreliozy. Wejście do wanny, nie żałowanie szamponu i mydła i odkrycie, iż ciepła woda się skończyła. Ucięcie rozmowy na skypie z rodzicami, bo tyle spraw na głowie mam, a teraz żal, tęsknota i puknięcie się w głowę, że co jest tą ważną sprawą w końcu? Chyba nie to co wybrałam.

A wiadomości w necie budzą wspomnienia. Przeżyłam na Mazurach nawałnicę kilka lat temu. Był to chyba 1999 rok. Po tym wyjeździe zdałam sobie sprawę, jak ważne jest aby wiedziec z kim ma się do czynienia, zanim postanowi się z jakimikolwiek ludzmi coś razem zrobic. Dałam się namówic na wyjazd na żagle z ludźmi, których praktycznie nie znałam. I co najlepsze, ja łódkę prowadziłam. Płynęliśmy w dwie żaglówki. Na mojej nie było poza mną nikogo z uprawnieniami i do tego same dziewczyny. Odpowiedzialnośc była moja. Byliśmy na Śniardwach, kiedy zobaczyłam chmury. Miałam dośc czasu i samozaparcia, aby idącą trąbę powietrzną oglądac zaszyta w trzcinach przy brzegu, a i tak walczyłam aby łódka się nie przewróciła. Dzieczyny odmówiły mi założenia kapoków, bo jak one będą wyglądac....Nie chciały spływa z jeziora, bo "inni przecież pływają". Moja wściekłośc pomogła. Widziałam kilka przewróconych łódek, w którejś z nich zginęli wtedy ludzie. Mając taką załogę i brak silnika nie mogłam płynąc na pomoc....
Teraz czuję się strasznie czytając o tym co się tam działo. Wiem też niestety, że gdyby częśc ludzi pływających w tamtej chwili była rozsądniejsza, więcej myślała i była odpowiedzialna, większośc z nich nawałnice oglądałaby z brzegu. Fajnie mi się mówi po fakcie, wiem, że to bez sensu. Ale zawsze byłam za tym, aby w Polsce, tak jak w kilku innych krajach Europy, nie trzeba było miec papierów i, co za tym idzie, skończonego kursu, aby wypożyczyc łódkę. A teraz już nie wiem. Choc to chyba nie kurs i egzamin, ale rozsądek i do przesady dbanie o bezpieczeństwo byłoby skuteczniejsze. Człowiek czując sie panem świata zapomina, że żywioł, to żywioł i że nie można nad wszystkim panowac. A życie nam boleśnie czasem o tym przypomina.

środa, 22 sierpnia 2007, irka-belfast
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: